Amerykański tygodnik Time opublikował listę 50 najgorszych samochodów w historii motoryzacji . Stworzył ją Dan Neil – znany amerykański dziennikarz motoryzacyjny, zdobywca nagrody Pulitzera i wieloletni redaktor dziennika Los Angeles Times.
Oczywiście co do kilku samochodów nie zgadzam się i nie mam pojęcia czym przy wyborze kierował się Neil ,prezentuje jednak tylko to co on stworzył i nie chce komentować jego kompetencji.Co do opisów to cały czas szukam jakiś sensownych tłumaczeń jęśli ktoś chce tu link z kompletną listą i orginalnym komentarzem po angielsku
http://www.time.com/time/specials/2007/completelist/0,,1658545,00.html1899 Horsey Horseless
1909 Ford Model T
1911 Overland OctoAuto
1913 Scripps-Booth Bi-Autogo
1920 Briggs and Stratton Flyer
1933 Fuller Dymaxion
1934 Chrysler/Desoto Airflow
1949 Crosley Hotshot
1956 Renault Dauphine
1957 King Midget Model III
1957 Waterman Aerobile
1958 Ford Edsel
1958 Lotus Elite
1958 MGA Twin Cam
1958 Zunndapp Janus
1961 Amphicar
Samochód, który miał zmienić pogląd na dotychczasowy styl podróżowania. Stworzony na wzór nazistowskiego pojazdu-amfibii o wdzięcznej nazwie Schwimmwagen. Niestety Amphicar był beznadziejny jako łódź i tak samo bezużyteczny jako samochód. Zadziwiająco zwrotny na drodze i trudny do opanowania na wodzie. Potwornie wolny - jego maksymalna prędkość po zwodowaniu, to zaledwie 11 km/h. Wyporność pojazdu zależała od tego, jak szybko pompa zdołała wypompować nadmiar wody w kabinie, dzięki czemu Amphicar stał się najbardziej aerodynamiczną kotwicą na świecie! Nie przeszkodziło to w wyprodukowaniu prawie 4 tysięcy egzemplarzy pomiędzy 1961, a 1968 rokiem, z których wiele jakimś cudem pływa do dzisiaj. Po ostatnich powodziach, które nawiedziły Wyspy Brytyjskie idealny jako taksówka.
1961 Corvair
Samochody z tylnym napędem są idealne do zabawy i jeszcze fajniejsze do rozbijania. Z takiego założenia wyszedł Chevrolet, przedstawiając w 1961 roku model Corvair. Z niewiadomych powodów postanowiono maksymalnie obciążyć tylną oś montując tam najcięższe elementy jak np. silnik, co miało katastrofalne skutki. Nawet niemieccy oficerowie okupujący Czechosłowację mieli absolutny zakaz jazdy bardzo szybkimi, opływowymi Tatrami z silnikiem umieszczonym z tyłu, ze względu na ich niemożliwe do przewidzenia zachowanie na drodze. Wielu z nich nie posłuchało rad dowództwa i zginęło za ich kierownicą. Chevrolet prezentując model Corvair pożałował kilku dolarów na dopracowanie tylnego zawieszenia, które podczas jazdy robiło z samochodem, co chciało, bez względu na pogodę i szybkość. Sprawa się wydała i Corvair został najniebezpieczniejszym samochodem Ameryki napiętnowanym przez Ralpha Nadera w jego znanej książce pt. „Unsafe at any Speed”, która notabene stała się gwoździem do trumny "muscle cars". Poza fatalnym prowadzeniem, jednoczęściowa kolumna kierownicy Corvaira prawie zawsze wbijała się w ciało kierowcy przy zderzeniu czołowym nie dając mu żadnych szans na przeżycie! No i jeszcze nie do końca szczelny bak paliwa przenoszący zapachy do środka.
1966 Peel Trident
wymyślony i skonstruowany na wyspie Man z równie niezrozumiałych powodów, co Stonehenge. Jego pleksiglasowa powłoka nad głowami dwójki pasażerów, którym jakimś cudem udało się do niego zmieścić, powodowała w krótkim czasie ich upieczenie się żywcem Prędkość maksymalna tego wehikułu zależała w dużej mierze od tego, co zjadłeś na śniadanie. Ten mikrosamochód jest doskonałym przykładem na to, czemu wszystkie wspaniałe koncepcyjne auta z tego typu szklaną kopułą zamiast dachu, nigdy nie weszły do produkcji seryjnej.
1970 AMC Gremlin
projekty Richarda Teague, głównego designera American Motors należały do najfajniejszych samochodów lat 70-tych. Niestety nie można tego powiedzieć o modelu Gremlin. Zbudowano go, do walki z Fordem i GM w rodzącym się segmencie aut typu „subcompact”. By zaoszczędzić czas i pieniądze zdecydowano się na dodanie ohydnego odwłoku modelowi AMC Hornet. W rezultacie powstał jeden z samochodów o najgorszych proporcjach w historii, z długą maską i komicznie zakończonym tyłem przypominający salamandrę z oderwanym ogonem. Równie okropnie zachowywał się podczas jazdy. Ciężki 6-cylindrowy silnik i zawieszenie od wozu drabiniastego nie sprawiały żadnej frajdy. Był szybszy od konkurencji, ale równie szybko stał się obiektem kpin i żartów.
1970 Triumph Stag
Można włożyć do cylindra wszystkie auta koncernu British Leyland z końca lat 60-tych i po wyciągnięciu któregokolwiek mieć pewność, że trafimy na karykaturę samochodu. Tak też wygląda sprawa z modelem Triumph Stag. Fantastyczne linie nadwozia zaprojektowane przez Giovanni Michelotti bledną po bliższym spojrzeniu na technikę i niektóre rozwiązania. Choćby środkowy pałąk połączony ze słupkiem A za pomocą sztywnych stalowych rur, co miało ponoć zwiększyć sztywność auta podczas jazdy. Nie pożałowano chromu w obwódkach okien, co powodowało u jadących Stagiem efekt porównywalny z kilkugodzinnym pobytem w saunie. Owszem radość z jazdy była przednia, dopóki działał trzylitrowy silnik V8. A psuło się w nim dokładnie wszystko.
1971 Chrysler Imperial LeBaron Two-Door Hardtop
marka Imperial którą nosiły najbardziej luksusowe Chryslery w końcu lat 60-tych stała się niestety pseudo-luksusową marką, lubianą przez stręczycieli i typów spod ciemnej gwiazdy. W 1971 w ofercie znajdował się tylko jeden model – Imperial LeBaron. Typowy przykład kolosa z jednymi z najdłuższych błotników w historii motoryzacji, istny przerost formy nad treścią w typowym amerykańskim stylu. Napędzał go potężny silnik V8 serii 440, a wnętrze przypominało kasyno w krajach trzeciego świata. Kariera coraz gorszych modeli Imperial trwała do 1983 roku. Dzięki Bogu!
1971 Ford Pinto
ten model Forda trafił na naszą listę nie dlatego, że jest złym samochodem. Powodem umieszczenia go tutaj jest jego wybuchowa natura, która spowodowała śmierć dziesiątek niewinnych osób. A wszystko przez pechowo umieszczony bak paliwa, który wybuchał po każdym mocniejszym uderzeniu w tył pojazdu. Według szacunku księgowych koncernu koszt poprawy konstrukcji baku kosztowałby Forda 121 milionów dolarów, zaś odszkodowania wypłacone rodzinom ofiar wyniosły zaledwie 50 milionów dolarów. Wniosek? Niech się palą!
1974 Jaguar XK-E V12 Series III
Jaguar E-Type z 1961 roku był zapierającym dech w piersiach, zabójczo pięknym i seksownym dziełem, a także złodziejem wielu damskich serc. Niestety w 1974 zrobiono z niego bliżej nieokreślone, niewyobrażalnie brzydkie monstrum na kołach, przystosowując go do ówczesnych norm bezpieczeństwa na rynku amerykańskim. Doskonały 6-cylindrowy silnik 4,2 litra, zastąpiono ciężkim dwunastocylindrowym silnikiem 5,3 litra. W efekcie przeciążona przednia oś dyskwalifikowała go jako auto sportowe zdolne do pokonywania jakichkolwiek zakrętów. Dodatkowo Jaguar zrezygnował z oferowania cudownego krótkiego coupe z twardym dachem na rzecz przedłużonego nadwozia 2+2, oraz piekielnie brzydkiego kabrioletu. Ale największym grzechem było zrujnowanie jego cudownej linii i przepięknych detali, jakimi były owalna osłona chłodnicy, czy przednie lampy ukryte pod pleksiglasową bańką. I jeszcze te paskudne gumowe zderzaki. Oto najbardziej jaskrawy przykład tej dekady, jak z pięknej królewny stać się brzydkim kaczątkiem
1975 Bricklin SV1
Jedyny egzemplarz w jakim miałem okazję siedzieć, spłonął doszczętnie po same osie kilka dni później. O-ironio! Sam pomysłodawca tego auta, Malcolm Bricklin nie instalował popielniczki i zapalniczki w samochodach, by zniechęcić palaczy. Ale oprócz godnej pochwały troski o zdrowie swoich klientów, kierowały nim głównie względy bezpieczeństwa. Lekkie otwierane do góry drzwi pojazdu wykonano, podobnie jak całe nadwozie z żywicy epoksydowej i można było je własnoręcznie zdemontować. Skrót "SV" oznacza "Safety Vehicle". Trzeba przyznać, ze oprócz łatwopalnego, elastycznego nadwozia odpornego na uderzenia, kolejnym krokiem do poprawienia bezpieczeństwa były osiągi. Bricklin SV-1 był wolniejszy od Ziemi okrążającej Słońce! Nawet mimo zamontowanego pod maską silnika V8. Nie wiadomo, jak udało się Bricklinowi przekonać do jego kupna prawie trzy tysiące osób
1975 Morgan Plus 8 Propane
Sędziwa marka Morgan nie należała do firm, które wprowadzają nowoczesne technologię. Wciąż oferowany model Plus 8 ma wspaniałe wystające błotniki, ramę z drewna i archaiczne zawieszenie. Wysyłają je do nas od 1935 roku. Jednak w połowie lat 70-tych, na skutek wprowadzenia nowych norm emisji spalin i bezpieczeństwa w USA, Morgan wypadł z rynku. Pewien diler z San Francisco postanowił to zmienić i przystosował silnik V8 Rovera do zasilania propanem. Jakimś cudem ta przeróbka uzyskała stosowne certyfikaty i ludzie jeździli Morganem, który tuż za tylnym zderzakiem miał zbiornik z niebywale wybuchowym gazem. I mówią, że Pinto to jeżdżąca bomba.
1975 Triumph TR7
Ten model był ostatnim modelem brytyjskiej marki sprzedawanym w USA aż do 1984. Jego największym problemem wcale nie był przerażająco wygląd, ani nawet bardzo awaryjny silnik V8. Porażką było wykończenie i katastrofalna jakość montażu. Instalacja elektryczna produkowała więcej spięć, niż dr. Frankenstein przy pracy w laboratorium, gaźniki odmawiały współpracy, łańcuchy rozrządu pękały jak kruche gałązki, pompy wody i paliwa prawie nigdy nie działały należycie, dach niemiłosiernie przeciekał, a mechanizm otwierania reflektorów psuł się jeszcze w salonie. Znana jest historia, kiedy jednemu z właścicieli tylna oś dosłownie "wyjechała" spod auta podczas jazdy! Jak na Boga jest to możliwe?! Wygada na to, ze brytyjscy robotnicy British-Leyland próbowali zachwiać równowagę handlową swojego kraju. Produkowane przez nich modele TR7, to czysty sabotaż!
1975 Trabant
Oto motoryzacyjny symbol komunizmu napędzany 18-konnym silniczkiem i wykonany z Duroplastu wzmocnionego bawełną i drewnem odzyskanym w procesie recyklingu. Zaprojektowany na początku lat 50-tych jako samochód dla ludu pracującego NRD. Później traktowany przez szczęśliwych posiadaczy jako odpowiedź na Volkswagena Beetle. Podczas jazdy Trabant kopcił podobnie jak płonące szyby naftowe podczas inwazji na Irak. Zawodziły podstawowe elementy wyposażenia jak światła, kierunkowskazy, czy komicznie uruchamiane wycieraczki. Ale historia okazała się łaskawa dla Trabanta. Kiedy upadł Mur Berliński, tysiące Niemców tzw. "ossie" przejechała triumfalnie za żelazną kurtynę w wielkim korowodzie Trabantów, czyniąc z "Trabiego" symbol wolności. Nawet jeśli zaraz po przejechaniu na drugą stronę, porzucali swoje ukochane Trabanty, przesiadając się do prawdziwych samochodów.
1976 Aston Martin Lagonda
W latach 70-tych, kiedy na parkietach królowała muzyka Disco, nawet super-samochody wyglądały jak po zażyciu kokainy. Doskonałym przykładem jest Aston Martin Lagonda zaprojektowany przez Wiliama Townsa. Księgowi zaakceptowali wizjonerskie podejście designera i zgodzili się na zastosowanie kosmicznie wyglądającej tablicy wskaźników z milionem błyskających diod i setek komputerów służących bliżej nieokreślonym celom. Nawet NASA nie miała w tym czasie czegoś równie naszpikowanego elektroniką. Niestety wadliwą. Do tego stopnia, że wkrótce do tego niebywale pięknego auta przylgnął przydomek "Książe Ciemności". Zgadnijcie dlaczego. Mimo to zabiłbym, żeby go mieć w swoim garażu
1976 Chevy Chevette
Umieściłem go na swojej liście tylko po to, żeby dowieść, że nawet najbardziej niekochane auta mają swoich fanów. Na świecie istnieją kluby miłośników Yugo, Trabanta, a nawet Chevroleta Chevette. Moja dziewczyna miała kiedyś takiego z biało-brązowym nadwoziem, 51-konnym silnikiem, automatyczna skrzynią biegów i niczym więcej. Był malutki i bardzo głośny, ale przejechaliśmy nim kraj trzy razy i nigdy nas nie zawiódł. Raz udało mi się rozpędzić Chevette do 136 km/h, przez co zapłaciłem mandat. Ani ja, ani policjant nie mogliśmy uwierzyć we wskazania radaru.
1978 AMC Pacer
Ostatnio pewna firma ubezpieczeniowa przeprowadziła poprosiła o wskazanie najgorzej zaprojektowanego auta w historii. Wygrał jednogłośnie AMC Pacer. Zaprojektował go Richard Teague - ten sam który wcześniej stworzył koszmarny model Gremlin. W czasie lata, pod ogromnym szklanym dachem było naprawdę gorąco, tym bardziej, że do wyposażenia zapomniano dodać klimatyzację. Ogromne drzwi przednie trzymały się na zawiasach tylko na słowo honoru i tylko wtedy kiedy nie otwierałeś ich za często. Z deski rozdzielczej po nagrzaniu ulatniały się toksyczne gazy, ale co tam! Młodzi nabywcy Pacera mieli to gdzieś
1980 Corvette 305 "California"
Amerykański rząd wprowadzając na początku lat 70-tych nowe normy emisji spalin, ostatecznie posłał do grobu wszystkie "muscle cars". Najgorzej było w stanie Kalifornia, gdzie ograniczono normy mocy w zależności od pojemności skokowej. Taki los spotkał tez Corvette z silnikiem typu Small Block. Co oni z nią zrobili!? Silnik typu 350 V8 po dostosowaniu go do nowych norm osiągał w modelu "California" marne 180 KM. Do tego beznadziejna trzystopniowa, automatyczna skrzynia biegów. Dzięki temu każdy, kto dysponował szybkim skuterem, mógł bez trudu wyprzedzić Corvette.
1980 Ferrari Mondial 8
Wpadki zdarzały się nawet najlepszym, czego przykładem jest Ferrari Mondial 8. Bazujące na podwoziu modelu 308, ciężkie coupe 2+2 wyposażono w umieszczony centralnie silnik V8 o mocy 214 KM. Problemem był skomplikowany układ elektroniczny sterujący jego pracą, który zawsze oznajmiał defekt właścicielowi specyficznym zapachem palących się kabli. Autoryzowane serwisy bezładnie rozkładały ręce. Nie pomogło to reputacji Ferrari i ich "taniemu" modelowi Mondial, będącemu w zasięgu nawet średnio zarabiających lekarzy. Z czasem poradzono sobie z usterkami i Mondial stawał się coraz lepszy. Bo już gorszy być nie mógł.
1981 Cadillac Fleetwood V-8-6-4
Dzisiaj systemy odłączające poszczególne cylindry przy niskich obciążeniach silnika, czy system zmiennych faz rozrządu są czymś powszechnym. I dobrze, bo logicznym rozwiązaniem jest odłączenie kilku cylindrów podczas jazdy w korku takim Chryslerem 300C z silnikiem Hemi. Ale w 1981 roku, takie rozwiązania były wielkim wyzwaniem dla inżynierów. GM jako pierwszy zdecydowało się na zastosowanie takiego systemu w modelu Fleetwood, co okazało się katastrofą na miarę Titanica. Samochód charczał, warczał i wydawał przerażające dźwięki, a jego właściciele czym prędzej udawali się do serwisów w celu odłączenia systemu. Większość z nich nigdy więcej nie pojawiła się już w salonie Cadillaca.
1981 De Lorean DMC-12
John De Lorean, prawdziwy wizjoner poszukiwany przez FBI porzucił interes w 2005 roku, pozostawiając po sobie 8 582 egzemplarzy modelu DMC12 wykonanych ze stali i jeden wciąż podróżujący w czasie. Samochód był tak ciężki, że 2,8 litrowy silnik V6 z Peugeota nie miał dość siły, by napędzać auto, które próbowano sprzedawać po absurdalnie wysokiej cenie. W dodatku afera z łapówką, którą De Lorean chciał wręczyć pod stołem chętnym na jego dalszą produkcję ostatecznie zaważyła na przyszłości modelu DMC12. Ale linie nadwozia zaprojektowane przez Giugiaro do dziś wzbudzają zachwyt. Do tego stopnia, że niedawno pewna firma z Teksasu która posiada prawa do nazwy, zamierza jeszcze raz reaktywować DMC12.
1982 Cadillac Cimarron
Istny horror do kwadratu! Na początki lat 80-tych, GM zachęcony sukcesem europejskich kompaktowych aut typu Premium, pokazał światu model Cimmaron. To nic innego jak popularny wśród gospodyń Chevrolet Cavalier z logo Cadillaca. Nawet jego twórcy w obawie przed linczem klientów nazywali go "Cimmaron by Cadillac". Szczytem bezczelności było żądanie za niego kilku tysięcy dolarów więcej, niż za tak samo wyposażonego Cavaliera. Ten model spowodował ostateczne odwrócenie się klientów od marki Cadillac i do dziś pozostaje największą plamą na honorze tej marki.
1982 Camaro Iron Duke
Były czasy, kiedy 90 koni pod maską to było coś! Choćby w 1932 roku. Dokładnie 50 lat później taką samą mocą dysponował główny konkurent Forda Mustanga z GM, czyli legendarne Camaro. Podobnie jak w przypadku Corvette "California", zrobiono z Camaro pośmiewisko. Zamontowano w nim najmniejszy dostępny w GM 4-cylindrowy silnik 2,5 litra, mogący równie dobrze napędzać kosiarki i młynki do kawy. Dzięki niemu i okropnej automatycznej 3-stopniowej skrzyni biegów, 100 km/h pojawiało się na liczniku Camaro już po 20 sekundach. Nic dziwnego, że ich kierowcy wyprzedzani byli często przez żółte autobusy wiozące dzieci do szkoły!
1984 Maserati Biturbo
Najprościej mówiąc, określenie "Biturbo" w języku włoskim oznacza "drogi szmelc". Ten samochód był beznadziejną próbą wylansowania sportowego auta typu GT, przez niedofinansowaną firmę znajdującą się na skraju zapaści finansowej i to było widać. Wszystko co mogło się psuć, przeciekać, nie otwierać się lub nie zamykać, było na wyposażeniu seryjnym Maserati Biturbo. Porady związane z naprawami udostępniane przez kolekcjonerów-sadomasochistów, mają rozmiary Encyklopedii Britanica. Gorszym modelem od Biturbo, był tylko Chryslet TC, czyli sportowa wersja Chryslera Le Baron z silnikiem i ceną Maserati.
1985 Mosler Consulier GTP
Warren Mosler, błyskotliwy bankier i ekonomista postanowił zbudować sportowe auto korzystając wyłącznie z części montowanych w samochodach "Wielkiej Trójki". Dodajmy, zupełnie losowo. A więc kierownica z minivana Voyager, silnik od GM itd. Bardzo lekkie nadwozie wykonane z kompozytów miało doskonały współczynnik mocy do masy, dlatego Consulier GTP świetnie radził sobie w wyścigach. To jednak nie wystarczyło, żeby odnieść sukces. Wygląd modelu GTP wzbudza słuszną odrazę nie tylko u dzieci. Ten samochód jest z pewnością najbrzydszym autem w historii motoryzacji i dowodem na to, że zbudowanie auta nie jest wcale takie proste, jak się niektórym wydaje.
1985 Yugo GV
Importem tego auta zajął się sam Malcolm Bricklin po błyskotliwym stwierdzeniu, że jego model SV-1 nie zrobi kariery. Yugo z miejsca stało się "Mona Lisą brzydkich samochodów". Montowany w Jugosławii posiadał nawet wykładzinę na podłodze, jako wyposażenie standardowe. Obcując z nim nawet chwilę, miało się wrażenie, że jego produkcja odbywała się w pośpiechu w fabryce będącej pod ciężkim ostrzałem artylerii. Jakość montażu była tak marna, że ogrzewanie tylnej szyby służyło tylko po to, by po zamknięciu klapy bagażnika i wypadnięciu szyby z uszczelek, mieć ciepłe dłonie przy wyjmowaniu jej z bagażnika
1986 Lamborghini LM002
Od razu wyjaśnię, powodem umieszczenia wspaniałego "Rambo-Lambo" na liście jest jego klientela, nie zaś samo auto. To cywilna wersja samochodu wojskowego kupowanego głównie przez bogatych szejków przemierzających nim swoje rozległe tereny prywatnych pół naftowych. Ale ich nabywcami byli równie często okrutni dyktatorzy i inne typy spod ciemnej gwiazdy wożące nim uran do produkcji własnej bomby atomowej. Jednym z nich był syn Saddama - Uday. Kiedy amerykańscy marines znaleźli w 2004 roku egzemplarz będący jego własnością, wykorzystali go do "testu" na odporność samochodu na ładunek wybuchowy. To smutne, że tak wspaniałe auto stało się obiektem nienawiści i jednym z jaskrawych przykładów na kolejnego niepotrzebnego SUV-a. Jego koncepcję wykorzystał w 2003 roku GM w modelu Hummer H2, który też znalazł się na mojej liście.
1995 Ford Explorer
1997 GM EV1
1997 Plymouth Prowler
1998 Fiat Multipla
2000 Ford Excursion
2001 Jaguar X-Type
2001 Pontiac Aztek
2002 BMW 7-series
2003 Hummer H2
2004 Chevy SSR
Time,google