Drivers Image 350Z Convertible
Indywidualizm, to to co czyni scenę sportową tak niesamowitą. Żadne dwa samochody nie są dokładnie identyczne. Każda maszyna ma swój indywidualny styl. W sporcie auto jest dziełem sztuki, a jego właściciel artystą. I jak w każdej dziedzinie sztuki, są artyści z których gustem się identyfikujemy, jak i Ci, których nie tolerujemy. Dla Gregg'a Feinsteina, właściciela Drivers Image, promocja indywidualizmu jest tym, co trzyma go tak mocno na rynku.
Kiedy więc przyszło do budowy auta do jego osobistego użytku, oczywistym stało się, że musi to być samochód unikalny pod każdym względem. Chciał, by ludzie patrzyli na jego auto i mówili: "Kawał dobrej roboty!". Jak planował osiągnąć taki rezultat? Na początek, zamiast zajmować się popularniejszą wersją 350Z z twardym dachem, Gregg postanowił oprzeć się na roadsterze. Oczywiście Z długo fabrycznym wyrobem nie pozostał. Nissan był tylko czystym płótnem i Gregg właśnie zabierał się do namalowania arcydzieła.
350Z jest znany z gładkich linii. By kontynuować to co zaczął Nissan, Gregg usunął klamki, emblematy, antenę i przednie światła w zderzaku. Z przodu znalazł się natomiast gril Stillen'a, po bokach progi, a z tyłu skrzydło tego samego producenta. Wyrobom Stillen'a towarzyszą przednia podkładka pod zderzak GReddy, tylna podkładka Kaminari i lusterka boczne VeilSide. Pokrywa silnika w wlotem powietrza, również pochodzi z magazynów Kaminari. Gdy wszystkie elementy zewnętrzne doskonale pasowały, całe auto zostało pokryte specjalnym zółtym lakierem firmowanym przez Drivers Image.
Zasiadając w przetapicerowanym, doskonale wyprofilowanym, skórzanym fotelu, natychmiast rzuca nam się w oczy brak tablicy przyrządów. Ale nie została usunięta, a jedynie przeniesiona na środek zrobionej z włókien szklanych deski rozdzielczej. Tuż pod zegarami znalazł się ogromny, 11-calowy wyświetlacz LCD.
Sygnały wizualne do monitora, wysyłane są z jednostki sterującej Alpine, akceptującej również płyty DVD. Trzy subwoofery Xtant zamontowano w specjalnych obudowach z włókien szklanych zaraz za kokpitem. Do ich zasilania służą dwa wzmacniacze Xtant, dysponujące wystarczającą mocą by obudzić zmarłego. Kontynuując żóte akcenty, bagażnik oświetlono kilkoma neonówkami właśnie w takim kolorze.
Gregg musi bardzo lubić włókna szklane, bo nawet panele drzwiowe nie uciekły od tego materiału. Zostały przerobione tak, by mieściły średniotonowe głośniki MB Quart i tweetery. Każdy z paneli został polakierowany tą samą żółtą farbą, co nadwozie. Wewnątrz auta znajdziemy także cały szereg akcesoriów Momo. Najbardziej w oczy rzuca się zamszowa kierownica aż prosząca się by położyć na niej dłonie.
Żaden show-car nie byłby kompletny bez odpowiednich kół. Na lakierowane na żółto felgi Maya GR5 założono opony Michelin Pilot Sport 2, zapewniejące doskonałą przyczepność. By zmniejszyć prześwit i jeszcze poprawić prowadzenie auta, fabryczne produkty zastąpiły amortyzatory Koni i sprężyny Eibach. By nie zostawiać nietkniętych podzespołów, Gregg wymienił także hamulce, zastępując je czterotłoczkowymi wyrobami AP Racing na obu osiach.
Te wielkie koła mają sens tylko w przypadku, kiedy silnik ulega również odpowiednim modyfikacjom. 3.5-litrowy VQ już fabrycznie nie jest ślamazarny, ale Gregg nie mógł pozostawić go nietkniętego. Poza tym cały sprzęt audio na tyle zwiększył masę auta, że należało to jakoś zrekompensować, podnosząc moc silnika. Inaczej nie byłoby mowy o jakimkolwiek stawianiu czoła ewentualnym współzawodnikom.
Chyba nie ma lepszej metody na chwilowy, aczkolwiek duży, przyrost mocy, niż NOS. Zamontowany pod maską tego Nissana, po naciśnięciu przycisku na kilka chwil daje ekstra 75 KM. To tzw. "mokry" system, który w odróżnieniu od "suchego"miesza podtlenek azotu z paliwem w celu lepszej atomizacji. O to by gazy powstałe przy spalaniu takiej mieszanki były odpowiednio odprowadzane dba pojedyncza końcówka wydechu JIC.
Tuning samochodów jest bez wątpienia sztuką. Każdy kto powie coś innego jest zapewne starym i zmurszałym dziadkiem. Jak z każdym dziełem sztuki, stworzenie czegoś takiego wymaga godzin pracy, płynącego po plecach potu i wylanych łez. Dla Gregg'a cała ta ciężka praca okazała się opłacalna i teraz bez przeszkód może rozkoszować się przejażdżkami wzdłuż bulwarów. Ale największą satysfakcję odczuwa gdy ktoś podchodzi do niego i komplementuje jego dzieło.
(c) nissanklub.pl